Już w kilka godzin po otwarciu w londyńskiej Tate Modern najnowszej instalacji polskiego artysty Mirosława Bałki stracił on jednego ze swych wielbicieli. Mężczyzna, przebywając w stworzonym przez Polaka kontenerze, w którym nic nie widać, uderzył głową w ścianę. Zakrwawiony został wyprowadzony w asyście pracowników galerii.
Instalację Mirosława Bałki w Hali Turbin otwarto dla szerokiej publiki we wtorek, 13 października. Artysta zaprojektował ogromny prostopadłościan długości 30, szerokości 10 i wysokości 13 metrów. Jego ściany pokrył materiałem absorbującym światło. Efekt każdy, kto znajdzie się w środku, traci możliwość widzenia.
PRZECZYTAJ Czarna dziura Bałki
Instalacja nosi nazwę How It Is i o tym, jak to jest przekonał się wczoraj jeden z pierwszych odwiedzających. Zwiedzając pomieszczenie, gdzie oczy zdają się na nic, gość najprawdopodobniej z całym impetem wszedł w ścianę. Samego zdarzenia nikt, co prawda, widzieć nie mógł, ale jego skutki owszem. Świadkowie mówią, że mężczyzna opuścił czarną dziurę w asyście pracowników galerii i z mocno krwawiącym nosem.
- Zanim udostępniliśmy instalację dla publiki, dopełniliśmy wszelkich procedur bezpieczeństwa. Wyliczyliśmy, że w jednym czasie może tam przebywać nie więcej niż 60 osób mówi rzecznik Tate Modern. Dotychczas instalację odwiedziło 12,5 tys. osób i to jedyny taki incydent. Jego ofiara od razu otrzymała niezbędną pomoc dodał.
To rzeczywiście pierwszy taki incydent podczas wystawy Polaka, ale nie jedyny, jaki przydarzył się w Tate. W maju tego roku aż 23 osob... CZYTAJ CAŁY...
Instalację Mirosława Bałki w Hali Turbin otwarto dla szerokiej publiki we wtorek, 13 października. Artysta zaprojektował ogromny prostopadłościan długości 30, szerokości 10 i wysokości 13 metrów. Jego ściany pokrył materiałem absorbującym światło. Efekt każdy, kto znajdzie się w środku, traci możliwość widzenia.
PRZECZYTAJ Czarna dziura Bałki
Instalacja nosi nazwę How It Is i o tym, jak to jest przekonał się wczoraj jeden z pierwszych odwiedzających. Zwiedzając pomieszczenie, gdzie oczy zdają się na nic, gość najprawdopodobniej z całym impetem wszedł w ścianę. Samego zdarzenia nikt, co prawda, widzieć nie mógł, ale jego skutki owszem. Świadkowie mówią, że mężczyzna opuścił czarną dziurę w asyście pracowników galerii i z mocno krwawiącym nosem.
- Zanim udostępniliśmy instalację dla publiki, dopełniliśmy wszelkich procedur bezpieczeństwa. Wyliczyliśmy, że w jednym czasie może tam przebywać nie więcej niż 60 osób mówi rzecznik Tate Modern. Dotychczas instalację odwiedziło 12,5 tys. osób i to jedyny taki incydent. Jego ofiara od razu otrzymała niezbędną pomoc dodał.
To rzeczywiście pierwszy taki incydent podczas wystawy Polaka, ale nie jedyny, jaki przydarzył się w Tate. W maju tego roku aż 23 osob... CZYTAJ CAŁY...









